Teskty pisane suwalską gwarą autorstwa Pana Mieczysława Ratasiewicza, które publikowane były na łamach "Tygodnika Suwalskiego". Serdecznie dziękujemy autorowi oraz redakcji gazety za ich udostępnienie.

"Pasienie gięsiow"

  Skoro wiosny, jek tylo śmiegi na łuwrociach zyśli i trawka pośle grzmoty zacynała siepuskać, zara nase matki gonili nas, rekow, do pasienia gięsi. Małe gięsiuki jesce zimowo poro siewylęgali i w te pore byli juzej tęgo podrozsy. Na łonkach w te pore sieporobili juzej bielaski, bo śmiegu w tem roku przepaść napadało. Jek tylo na łodligie stało, to bez trzy dni wsio siestopiło i spłyneło, tatekby wcale śmiegu nie było w tem roku. Zacem jesce śmiegi i lody ze wsiem na bielach nie zyśli, to juzej podroślaki i bachury we śwyniacech korytach i kopańkach po tech bielaskach jek po iziorze pływali. Bywało, ze splazone, mokre jek kwacy, łokolałe dopieru na przypociemek do chałupy siezwłocyli.

  Tera, jek juzej słonko fest przygrzało, na bieli i bielaski baby z caluśkiej wioski swoje płotna wywłocyć zacynali, na śwezej trawce rozkładali, wodo co i raz polewali i na słonku bielić siewzieli. Jek tylo siepopatrzałeś, bywało z jekiej zgrzempy, to na kuznej jenej bieli, na łuwrociu, abo na łonce łobacułeś, jek wiegie lniane płachty do słonka zembiska scerzo. Bez to i te wsie kacarowy, chtorne skoro wiosny na łonkach sierobili, bielaski sienazywali, bo kole niech baby swoje płotna bielili.

  Bieli to byli takie zarozse kalmusem i choscko łoparcyska, dzie woda nie tylo skoro wiosny, ale i bez caluśki rok stojała.

  Nad Kościelnem iziorem, kole takiej maluśkiej buchietki tyz była łonka, dzie buł bielnik. Miastowe baby z caluśkiej Przerośli na tem bielniku swoje płachty do bielenia rozściełali.

  Weź tu co i zrob cłowieku, jek w tech samech miejscach i trawa dla gięsiukow najrychlej siepuskać zacynała, a i woda do kompania la bachurow raz dwa sienagrzewała. Wsie rekulcy na pastewnik kole bielaski, abo bielnika, swoje gięsiuki gnali i jek tylo na pogode staneło, to woda tak rupiała, ze niechtoren juzej gięsiukow nie pilał, tylo do wody brykał i dalej swoje rezykie wycyniać. A gięsiuki, jek to gięsiuki, połazo krusyne, trawki poskubio, wlazo na płotno, potrempajo, potrempajo, nasrajo zielono drzystacko, siepołozo i lezo. Bachury - złemocy - jek z wody powyłazo i łobaco te zemste, zara w bek i z bekiem do chałupy siewracajo. Niebojś! Kiemio ancychrysty, ze tera jem łodzie nijekiego zmiłujciesie nie bedzie. Wykołznowanie prowozem, rzemieniem abo jekiem powercakiem to nie wsio. Paciery to i łod łojca, i łod matki, i łod ciotki, i łod wsiech sonsiadow siedostało. Rocyli i bozyli na wsiech - i swojech, i cudzech, bo jek gięsiuki swojem zielonem gownem płotno łobrobio, to juzej cała robota za nic: sianie, pielenie, rwanie, mocenie, susenie, tercie, cesanie, przendzenie, tkanie - wsio za nic. Tego płotna juzej nijek nimokieś domyć. No bo i cem? Ługiem? Kijanko? W balei? Łomo ani Jariela jesce w tamte pore na śwecie nie było. Ale sieprało! Łoj, sieprało! I płotna, i skore bachuram sieprało, zeb popamientali.

Mieczysław Ratasiewicz

powrót >>>